Ethan Lim
Jeśli jakiś tematów nie powinienem był rozwijać, to ten właśnie do takich się zaliczał. Odpowiedź, a raczej rozwinięcie poprzedniej myśli nie padły od razu, zastępująca je cisza zdawała się dzwonić w uszach, urządzając popisowy koncert. Paul przecisnął mnie do siebie tak, że niemal straciłem oddech. Jednak nie zamierzałem się odsunąć, wiedząc, że prawdopodobnie taki kontakt znaczy dla niego więcej niż zwykle. A gdy słowa popłynęły tak właściwie nie poczułem nic. Albo inaczej - wypełniła mnie pustka, masa złożona ze zbyt dużej ilości odczuć. Napewno szok, ale gdzieś między tym przeciskały się drobne żyłki zazdrości, pozostawiając głębokie, wąskie bruzdy. Nie wiedząc, co zrobić z rękami, jedną bezwiednie gładziłem głowę przyjaciela, a palcami drugiej stukałem o jego ramię.
- Paul... - wyszeptałem, szukając odpowiednich słów. - Ja... Nie jestem zły. Znaczy się nie to, że wcale mnie to nie rusza. Po prostu to nie jest złość. Nie umiem tego dokładnie nazwać, przepraszam, ale to coś między szokiem i lekkim... Rozczarowaniem? Bólem, bo ten idealny wizerunek ciebie kruszeje? I pochłaniającą zazdrością... Zaborczością? Nie wiem, które z tych, ale boli. Ściska mi serce, rozgniata. Jednak nie ja tu jestem najważniejszy, bo czy przypadkiem nie siebie skrzywdziłeś najmocniej? Jeśli dostrzegasz błąd, nie uważam, że powinienem ci jeszcze z tej okazji robić wykład. Mogę ci tylko wybaczyć. Sądzony będziesz później.
Zamilkłem na chwilę, zastanawiając się nad możliwą kontynuacją. Teraz oprócz serca skręcał mi się z nerwów również żołądek. Potrzebowałem chwili, by przetrawić następne informacje, jednocześnie powstrzymując siebie przed pogrążeniem w pustce. Wyciągnięte w moją stronę tłuste macki uparcie ciągnęły w dół nicości, oplatały myśli, nie pozwalając im trafić na język. Splotłem palce na plecach przyjaciela i gdyby istniała możliwość przysunąłbym się jeszcze bliżej.
- Posłuchaj, sam decyduję o tym czy zostaję, czy odchodzę i sam przyjmuję konsekwencje tych posunięć. Ale, Paul, nigdy nie było nikogo ważniejszego niż ty i nigdy nie będzie. Nie powiem, że nie ma znaczenia co robiłeś, jak... podłe to było. Ale wiesz, co mnie boli najbardziej? To, gdy mówisz, że siebie nienawidzisz. Gdy widzę jak cierpisz, zmuszony przeze mnie do uwolnienia emocji. Jestem do ciebie tak przywiązany, że odczuwam to, co ty czujesz. I teraz boli, gdy słyszę, że ty masz taki stosunek do siebie. Bardzo boli...