Link do zewnętrznego obrazka
Po chwili, nie dając mi się odsunąć, chłopak delikatnie pocałował mnie w usta. Jego, były tak cudownie miękkie... Czułam, że mój oddech delikatnie przyspiesza. Nie tak brutalnie jak ostatnio, ale to pewnie przez tabletki. Odsunął się lekko, a zakręciło się w głowie i nie byłam pewna, czy leki zaczynają działać, czy to bardziej kwestia tego co się właśnie działo. Spojrzałam Soo w oczy, które błyszczały tym jego charakterystycznym chłopięcym niewinnym blaskiem. To dziwne uczucie wewnątrz mnie, którego nigdy nie potrafiłam nazwać... Przyjaciel delikatnie sunął dłońmi w górę moich pleców, a ja czułam, że z każdym kolejnym milimetrem przechodzą mnie dreszcze, tak jakbym miała 40-sto stopniową gorączkę. Po chwili przyciągnął mnie do siebie mocniej i wpił się w moje usta - tak jakby pragnął tego od bardzo dawna. - Tak, jak ja... - pomyślałam i odwzajemniłam mu się tym samym. To wszystko wykraczało ponad wszelkie moje wyobrażenia. Zawsze widziałam pocałunek jako coś zupełnie innego i jak się okazało, dużo mniej przyjemnego. Teraz czułam się odrobinę tak, jakbym znalazła coś, czego długo szukałam. Kogoś, za kim usilnie tęskniłam, pomimo że widzieliśmy się każdego dnia w szkole. - I pomyśleć, że jeszcze trzy miesiące temu, nie wiedziałam nawet jak ma na imię... - pomyślałam i spłoszyłam się lekko. Błyskawicznie się odwróciłam starając się ukryć twarz, która w tym momencie nabrała lekko czerwonawy kolor. Przekręciłam się, nie patrząc na niego i wyszeptałam ciche dobranoc. Będąc pewną, że chłopak nie jest w stanie tego zobaczyć, potarłam delikatnie palcem dolną wargę, tak jakbym chciała upewnić się, że to nie jest tylko sen. Następnie dłoń położyłam na dłoni chłopaka znajdującej się na moim brzuchu i splotłam z nim palce. Pomimo, że nie potrafiłam trzeźwo myśleć, czułam się miło i bezpiecznie, jak jeszcze nigdy wcześniej, w całym moim życiu. Uśmiechnęłam się sama do siebie, czując się jednocześnie coraz bardziej sennie. Nawet nie zorientowałam się, kiedy moje powieki stały się jakbycięższe i opadły.
