Link do zewnętrznego obrazka
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół. Strasznie bolała mnie głowa i nie do końca orientowałam się w sytuacji. Moje spojrzenie padło na bluzę Soo, bezwładnie wiszącą na oparciu od krzesła. Wszystko zaczęło mi się powoli przypominać. Krok po kroczku doszłam do tego gdzie jestem i dlaczego.
Wzięłam jakieś ubrania i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Posiadanie tylko i wyłącznie czarnych ubrań ma ten plus, że jak nie chce ci się kombinować, to bierzesz pierwsze lepsze rzeczy z szafy i nie musisz się obawiać, że coś nie będzie do siebie pasować. Przynajmniej kolorystycznie, bo różnie to bywa...
Gdy wyszłam spod prysznica, natychmiast opuściłam łazienkę i zabrałam się za robienie śniadania. Po kilku minutach do kuchni wkroczył zaspany Mike.
- Cześć... - spojrzałam na niego i spróbowałam się uśmiechnąć. On natomiast szeroko wytrzeszczył oczy podszedł do mnie, wyłączył palnik i mnie objął. - Jestem głupi... Nie powinienem pozwolić ci tam samej wchodzić. - nagle skojarzyłam, że pewnie (tak jak mówił wczoraj) mam siniaka na twarzy. - Jest aż tak źle? - chłopak wypuścił mnie z objęć i spojrzał na mnie zdziwiony. - To jeszcze nie widziałaś? - pokiwałam przecząco głową, a on za rękę zaprowadził mnie do łazienki.
Gdy moje spojrzenie padło na lustro, zrobiło mi się słabo. Niemal całą lewą połowę mojej twarzy pokrywał intensywnie fioletowy siniak. Musiałam wesprzeć się na umywalce, żeby nie zemdleć. Przecież to będzie szpecić moją twarz co najmniej przez 3 tygodnie... Spojrzałam przerażona na chłopaka. - Tego nie da się ukryć prawda? - wpatrywał się we mnie z grobową miną. Mocno zacisnął pięść. - Mike... Nie dręcz się... to tylko i wyłącznie moja wina.. - przytuliłam go mocno. Chwilę to zajęło, ale w końcu rozluźnił mięśnie i też mnie objął. Wtulił twarz we włosy na czubku mojej głowy. Gdy się rozłączyliśmy dostrzegłam w jego oczach łzy. - Um.. Mike... to tylko ja. Na prawdę nie ma czym się przejmować. - spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- "Tylko ty" powiadasz. A przyszło ci kiedyś na myśl, że możesz być dla kogoś ważna? - spojrzałam na niego pytająco, ale jego twarz znów przybrała grobowy wyraz. Z jego słów można było wysnuć jasne wnioski.
- Ale... dlaczego? - spytałam powoli nie do końca wiedząc jakich powinnam użyć słów. Spojrzał na mnie spode łba. Nie musiałam mówić, dobrze wiedział o co pytam.
- Nie ważne - odwarknął. Nie dałam za wygraną.
- W samochodzie powiedziałeś, że mogę pytać o co tylko chcę, więc pytam. Dlaczego mi pomagasz?! - zrobił tak zbolałą minę, jakbym mu wymierzyła policzek. Szybko się odwrócił i niemal wybiegł z łazienki. Dosłownie wryło mnie w ziemię. Wyciągnęłam rękę chcąc go zatrzymać, ale poruszała się ona jakby w spowolnionym tempie.
- Nie powinnam pytać. On nigdy mnie nie pytał... - w oczach pojawiły mi się łzy. Udało mi się oderwać stopy od podłogi i ciężkim krokiem zbliżyłam się do jego pokoju. Zapukałam do drzwi - nie odpowiedział. Powoli uchyliłam drzwi. Siedział skulony za łóżkiem. Na ten widok przeszedł mnie dreszcz. - Mike? - wypowiedziałam jego imie cicho i niepewnie, jakby to było pytanie. Powoli i po cichu przysiadłam się obok niego i lekko dźgnęłam go w ramię, mówiąc - Hej...przepraszam... nie musisz nic mówić jeśli nie chcesz... - Znów nie odpowiedział. Wtuliłam się w jego plecy. Nawet jeśli tego nie okazywał, wiedziałam, że tego potrzebuje. - Może to, że razem teraz mieszkamy, pomoże nie tylko mi?
Siedziałam tak dłuższą chwilę. W przeciwieństwie do sytuacji z Soo, nie czułam się ani trochę niezręcznie, ale zaczynały mnie już powoli boleć plecy. Chciałam wstać żeby zaparzyć herbatę ale Mike, gdy tylko poczuł, że się poruszyłam schwycił mnie za dłoń. Usiadłam z powrotem. Spojrzał na mnie zapuchniętymi oczami. Widać było, że chciałby coś powiedzieć, ale słowa nie przechodziły mu przez gardło. - Spokojnie. Nie musisz mi jeszcze nic mówić. - uśmiechając się delikatnie, wytarłam ostatnią łzę która właśnie spływała po jego policzku. On w odpowiedzi mnie objął. Po chwili zaczął opowiadać swoją historię. Tak jakby moje przyzwolenie na milczenie nagle otworzyło mu usta. Jego historia była podobna do mojej, ale miała tragiczne zakończenie. Chłopak miał siostrę, która tak jak ja postanowiła się wyprowadzić. Ją też przyłapał ojciec. W przypływie furii zbił dziewczynę do tego stopnia, że tego nie przeżyła. Był wtedy w moim wieku, więc gdy zamknęli jego ojca, opieka społeczna uznała, że jest wystarczająco samodzielny by sobie poradzić. Mówienie o tym sprawiało mu widoczną trudność, pomimo iż minęły już 4 lata. Cały czas głaskałam go uspokajająco po plecach, chociaż wiedziałam, że na niezbyt wiele się to zda. Gdy skończył swoją historię powiedział - Gdy tylko cię poznałem, wyczułem między nami więź. Nie mogłem patrzeć na twoje siniaki. Sprawiały mi ogromny ból, na nowo przypominając mi o Katlin. Dlatego teraz również bardzo boli mnie fakt, że ten %*&@^%# cię uderzył... chciałem cię ochronić, przez wzgląd na nią. Rozumiesz? - Rozumiałam. Byliśmy do siebie podobni. Dwoje zagubionych w życiu dzieci, pochodzących z patologicznych rodzin, które nie potrafią sobie poradzić samemu w życiu, ale radzących sobie - bo muszą. - Ta więź... Nadal ją czujesz? - spytałam, po czy zrobiło mi się trochę głupio. W odpowiedzi Mike pokiwał głową.
- Oppa... - wypowiadając to słowo, wtuliłam się w niego mocniej. Musiał wiedzieć co to znaczy, bo zaczął szlochać. Zapłakany odsunąl się ode mnie i ujął moją twarz w dłonie. - Nigdy więcej nie pozwolę cię skrzywdzić. - Nie do końca wiedziałam co powinnam teraz zrobić czy powiedzieć, więc po prostu się do niego przytuliłam. Siedzieliśmy wtuleni w ciszy jeszcze dłuższy czas, a potem oddech chłopaka się uspokoił. Wyplątałam się z jego objęć. Ta noc musiała być dla niego naprawdę trudna. Musiały wrócić te wszystkie bolesne wspomnienia, zapewne tłumione przez kilka ostatnich lat głęboko we wnętrzu. Wzięłam koc z jego łóżka i dokładnie go opatuliłam. Spojrzałam na zegarek. Zostało nie cale pół godziny do otwarcia kafejki. - Cóż...Sama się nie otworzy. - skierowałam spojrzenie z powrotem na śpiącego chłopaka. Całkiem uroczo wyglądał. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przed wyjściem przemyłam jeszcze twarz i nałożyłam na nią dużą (a nawet bardzo dużą) ilość fluidu, by zakryć siniaka. Niestety wciąż trochę przebijał, ale dlatego rozpuściłam włosy. Reszta pracowników jest przyzwyczajona do tego, że przemykam jak cień i na ogół nie zwracają na mnie większej uwagi, więc nie powinni zauważyć.
Wzięłam klucze ze stołu, a na ich miejsce położyłam kartkę z wiadomością o treści:
"Spokojnie, ja się wszystkim zajmę.
O nic się nie martw i odpoczywaj.
~ Katherine"
Wyszłam zamykając delikatnie drzwi, żeby przypadkiem nie obudzić Mike'a. Przyda mu się odrobina nadprogramowego snu.
Otworzyłam kafejkę i po jakimś czasie zebrał się cały personel. Dzień przebiegał jak zwykle i tak jak myślałam, nikt nie zwrócił uwagi na ślad na mojej twarzy, a także na nieobecność Mike'a. Pewnie myśleli, że tak jak mu się czasem zdarzało otworzył i poszedł załatwić jakieś sprawy. Cały czas zastanawiałam się nad tym, jakim cudem udało mi się go poznać i jakie miałam szczęście z tego powodu. Nawet nie zauważyłam kiedy minęło to 10 godzin i była już pora zamykania. Gdy już byłam pewna, że wszyscy klienci oraz pracownicy wyszli, sama opuściłam budynek i zamknęłam drzwi.



Otworzyłem oczy i zdezorientowany rozejrzałem się wokół. Jakimś cudem leżałem na podłodze, ale bardzo szczelnie opatulony kocem. Spojrzałem na zegarek. Było już po 17. - O matko! Co ja powiem klientom?! A pracownikom?! - Szybko zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do łazienki. Przepłukałem twarz zimną wodą i biegiem rzuciłem się w stronę stołu, gdzie powinny leżeć klucze od kafejki. Zamiast nich leżała tam kartka z wiadomością. - Właśnie! Gdzie jest Kathe? - szybko schwyciłem kartkę. Spodziewałem się wiadomości mówiącej, że się wyprowadza, bo nie potrzebuje mojej pomocy, albo czegoś w tym stylu, ale to co zobaczyłem z jednej strony bardzo mnie uspokoiło, a z drugiej ucieszyło. Czułem, że dziewczyna jest mi dziwnie bliska, chociaż do wczoraj raczej ze sobą nie rozmawialiśmy. Nawet nie wiem czemu tak bardzo ucieszyła mnie informacja, że się nie wyprowadza. To było dziwne. Bardzo dziwne... Ale z tego entuzjazmu, aż postanowiłem ugotować obiad. Nigdy mi to nie wychodziło, ale zdałoby się jej jakoś odwdzięczyć za to, że zajęla się kafejką.

Link do zewnętrznego obrazka

Otworzyłam drzwi i doszedł mnie zapach sosu pomidorowego. Pospiesznie zdjęłam buty i udałam się do kuchni, gdzie zastałam Mike'a przy garach. - Myślałam, że to ja gotuję, bo ty nie umiesz - powiedziałam uśmiechając się. Spojrzał na mnie i też się uśmiechnął. - Bo nie gotuję. Dziś to taki wyjątek... - spuścił wzrok i westchnął głęboko. - Dzięki... - Dużo lepiej już wyglądał. Nawet zeszła mu opuchlizna z oczu. Polecił mi usiąść w salonie przy stole, więc go posłuchałam. Po chwili przyszedł z dwoma olbrzymimi porcjami spaghetti.
- Chyba żartujesz! Nie dam rady tyle zjeść! - powiedziałam ze śmiechem, ale okazało się, że udało mi się wchłonąć wszystko. Byłam strasznie głodna, a spaghetti całkiem nieźle chłopakowi wyszło. Widziałam, że patrzy z satysfakcją na ta jak wcinam. - Tak jak ja na Soo - i znów to bolesne ukłucie. - Czy ja kiedyś się ogarnę?
- Pychotka - powiedziałam, gdy już skończyłam. Nagle padło pytanie którego się zupełnie nie spodziewałam. - To jak? Idziesz w końcu spotkać się z tym całym koreańczykiem? - spojrzałam zdziwiona na Mike'a. - Czemu miałabym iść? Wrócili do siebie z byłą... Pewnie nie przyjdzie... Albo przyjdą razem... - i znów zabolało. Tym razem mocniej. Mike spojrzał na mnie ciepłym wzrokiem. - Wiesz... może powinnaś jednak iść. Jako twój opiekun.. - tu puścił do mnie oczko - uważam, że zdrowo by było, gdybyś znalazła sobie jakichś znajomych poza mną. Poza tym, mogę iść z tobą. Jeśli postanowi nie przyjść, po prostu pójdziemy na ten maraton razem. A jeśli przyjdzie z nią, postaram się, żeby potem żałował, że podjął taką decyzję. - tu znowu puścił do mnie oczko. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. - Wiesz, że jesteś uroczy? - też się szeroko uśmiechnął - Dla siostry wszystko. - po czym spuścił wzrok. Widać, że pomimo wszystko wspomnienie Katlin bardzo go bolało. Wstałam od stołu i się do niego przytuliłam. Nie do końca się tego spodziewał, ale odwzajemnił uścisk.

30 minut przed seansem już byliśmy w kinie. Stanęliśmy z Mik'iem za rogiem w cieniu, by upewnić się, że Soo nas nie zauważy. Strasznie się denerwowałam. Bałam się jak to wszystko się potoczy. Nawet nie wiedziałam co byłoby najlepszą opcją. Z jednej strony chciałam się z nim spotkać i go bliżej poznać, a z drugiej się bałam. Już i tak zbliżyłam się do niego zbyt bardzo. A potem (cytując jedną z moich ulubionych książek):
"Opłakuję coś, czego nigdy nie miałam. ".
W ogóle całe moje życie od tych 2 dni biegło strasznie szybko. Za dużo się działo. W zasadzie czułam się, jakby od dnia poprzedniego minęły co najmniej 2 lata. Mocno trzymałam dłoń chłopaka. - Dziękuję - wyszeptałam mu do ucha, a on pokiwał głową. Pocałowałam go w policzek. Soo nadal nigdzie nie było widać.
Ostatnio zmieniony przez Ojsa (10-01-2015 o 18h26)