Julie Violin
Kiwnęła głową i poprowadziła do knajpki. Otworzyła drzwi, a dzwoneczek przy nich zadźwięczał. Wchodząc do środka przybrała łagodny uśmiech.
Młody mężczyzna zza barku podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko. Blondyn podleciał wręcz do dziewczyny i praktycznie wyrwał Mike'owi ją z ręki. Cmoknął w policzek i przytulił.
~Boże mała~! Szmat czasu. Gdzieś ty się podziewała? Myśleliśmy, że kopnęłaś w kalendarz.
Julie zaśmiała się tylko.
~E e nie uśmiercajcie mnie od razu. Wcale nie tak długo, tylko kilka miesięcy.
~Właśnie~! Za długo. Nawet nie zadzwoniłaś ani nic.
~Praca, praca i jeszcze raz praca.
Blondyn westchnął i objął wampirzycę jedną ręką w pasie, a drugą zaprosił aby weszła dalej. No może nie w pasie bo ewidentnie jego ręka zjechała trochę niżej. Pokazał jej stolik zaraz przy wejści i odsunął krzesło przy okazji kompletnie ignorując Mike.
~Co u ciebie słychać?
~Wy lepiej powiedzcie co u was. Jak interesy? U mnie nie ma co opowiadać, tak jak zawsze. Mówiłam, że dużo pracy.
~Eh, ty jak zwykle. Praca, praca. Powiedziała byś coś więcej. Na przykład kim jest tamten facet? Obiad?
Ostatnie słowo powiedział ciszej, jednak Julie była pewna, że Mike je usłyszał.
~Nie. Wyobraź sobie, że nie. Krwawą Merry i ciasto wiśniowe.
Złożyła szybko zamówienie, a blondynek kiwnął głową.
~Czekaj Chris....Muszę ci kogoś przedstawić. To jest Mike, mój chłopak. Mike poznaj Chrisa.
Julie wstała i podeszła do Mike. Uśmiechnęła się w stronę blondyna ale ten zrobił tylko smutną minkę.
~Chłopak? Boże stary ale masz szczęście. Taką dupcię. A już myślałem, że nikt oprócz mnie nie da rady. Zaraz przyniosę zamówienie.
Powiedział i zniknął na zapleczu.