Stephen Kjellberg
Naprawdę, już coraz dziwniej się czuł. Traktowała go jakoś tak naprawdę, niesamowicie czule, przynajmniej tak mu się wydawało. Inna sprawa, że miała go za dziewczynę. No, bo, nawet jak się nią jest, to idzie sobie wyobrazić, jak fatalnie (a przynajmniej dziwnie) musi się czuć osoba, którą ktoś ma za przedstawiciela płci przeciwnej. Taka zła sprawa, że aż momentami Steph miał wrażenie, iż Atsuko traktuje go jak kogoś więcej niż przyjaciela, a tu kuźwa ciągle BAM! Friendzone. Ma Cię za kobitkę. To nawet gorzej niż FZ. I taka rozkmina właśnie powtarza się. Za każdym cholernym razem. I jak jej tu teraz cokolwiek wyjaśniać?! Jeszcze go zwyzywa, jak nie od zboczeńców i tranwestytów, to homo, i znów zacznie się porównywanie do siostry, czego on wprost nie znosił. Albo zacznie wrzeszczeć, jeszcze gorzej.
Dotarli na miejsce, gdzie zaraz się rozpakowali i zaczęli wszamać drugie śniadanie. Stephen, choć początkowo, nieco niepewnie próbował czegokolwiek, zaraz jadł z coraz większym smakiem, podczas gdy Atsuko wpatrywała się w niego jak ciele w malowane wrota, gdy nagle...
Nie.
Nie. Nie. Nie.
- Wiesz, Atsu, nie, ja już nie wytrzymam tak dłużej - zaczął, starając się nie brzmieć na podenerwowanego. - Przepraszam, ale prawda jest taka, że...
I opowiedział jej o tej koszmarnej pomyłce, jaką popełniła, a raczej popełniała cały czas, przez co odechciało jej się nagle myśleć o włoskach i fryzurkach.
Hehe. Hehe hehe. Lolz, nołp.
Nic takiego nie powiedział. Sierota jedna. Już nawet Natalia (debilko, miałaś o sobie nie wspominać!) załamuje nad nim ręce. Ten oto jegomość jednak także nie odpowiedział Atsu na jej pytanie, i modląc się, by już do niego nie wracała, szybko zmienił temat.
- Przepraszam, co mówiłaś? - spytał, wziął teatralnego gryza i kiedy przełknął mówił dalej. - To Twoja wina! Świetnie gotujesz. Będziesz świetną żoną...
Czowieku, ech, czowieku... Pogrążasz się. Tak mówią do siebie tylko nieogarnięte dziewczynki w anime. Nie wczuwaj się, kretynie. I w ogóle, po co to powiedziałeś? No już, odkręcaj to!
- No w sumie, już jesteś! - po czym zaśmiał się. No, po raz pierwszy nikogo nie zawiódł. Poczuł się tak, jakby wygrał właśnie dodatkowe życie, ale... Zobaczymy, jeszcze zobaczymy.


